B.O.K. - W błędnym kole

Miałem czas w mojej studenckiej karierze, że naprawdę lubiłem swój wydział. Nie przeszkadzało mi wcale pojawianie się na zajęciach, wydawały mi się one ciekawe i przydatne. Miałem rację, wydawały się.

Co prawda będąc na ostatnim semestrze zajęć i egzaminów zbyt wielu nie miałem, a mimo to sesja w jakiś sposób na pewno była odczuwalna. Przede wszystkim cało semestralne bumelanctwo, by w konsekwencji w ostatnich tygodniach o śnie myśleć jak o starym znajomym, którego dawno się nie widziało. W październiku wydawało się tyle czasu, a teraz przekleństwa cedzę przez zęby, jest na co cedzić, kiedy sesja mnie nachodzi bez zapowiedzi. Taa, kaloryfer też jakiś cieplejszy się wydaje, niewątpliwie.

A mój ukochany onegdaj wydział zadania wcale nie ułatwiał. Zaczęło się od zaliczenia z Wybranych zagadnień z kultury współczesnej, o którym to wspominałem ostatnio. Zaliczenie o tyle ciekawe, że liczyłem na zaskoczenie w kwestii podejścia ze strony prowadzącej. Kobieta jednak postanowiła mocnych wrażeń nie zapewniać okazując się klasycznym przykładem wykładowcy starej daty będącym niekoniecznie na miejscu. Szybki rzut oka na nazwę przedmiotu pozwala zauważyć w niej słówko współczesnej. Dlaczego więc tylko wypowiedziawszy mój temat (dla przypomnienia Cover art polskich albumów muzycznych w gatunku rap) usłyszałem, że to nie ma sensu? A bo ja nie wiem, co to i jaki to ma związek z kulturą? Mówię, że mogę poopowiadać i udowodnić ów związek. Ale uszczęśliwianie kogoś na siłę nie należy do najbardziej komfortowych czynności. Cytując klasyka: Jeżeli czegoś nie rozumiem, to znaczy, że jest głupie. Dostałem dst z wielką łaską i było blisko żebym nie dostał. Przede mną był typ ze zdjęciami jakichś katedr i bazylik z Barcelony, na co szanowna wykładowczyni mało nie odpłynęła. Współczesna kultura, nie ma co. Chyba, że ja mylę pojęcia.

Shaker zresztą także usłyszał, że prezentowane przez niego komiksy to kultura bardzo niskich lotów. Nie zdziwiłbym się widząc ją w jakiejś kontrmanifestacji będącej za ACTA, tłumacząc wprowadzenie tego nieporozumienia walką z piractwem (musiałem wtrącić, takie to teraz modne). Wniosek jest jeden – żyjmy w ciemnocie. Jako ciekawostkę dodam temat, nad którym też podobno się rozpływała niczym M&M’sy w paluchach. Podobno, bo słyszałem tylko z relacji Grzesia. Otóż było to coś w stylu Sztuka lania wody podczas wystąpień publicznych. Temat zobowiązujący, pewnie wszyscy mieli mokro.

Same egzaminy tym razem nie były jakieś wymagające, bardziej głupie (test z pytaniem o najnowszą wersję WordPressa? No ludzie, po co?). Jednak jak to zwykle bywa na ostatnim semestrze wypadałoby pisać prace dyplomową. Wpadałoby nawet szybciej, ale chyba to cos, co na to nie pozwala siedzi głęboko w środku i nie chce wyjść. A nie pozwala całkiem skutecznie. I tak oto na horyzoncie pojawił się termin, pierwotnie oddania pracy, a teraz już złożenia podania o przedłużenie tego terminu o 3 miesiące. Złożenie takiego podania to kilka minut, pani prodziekan podpisuje decyzję od ręki. Jakiś haczyk? Oczywiście – opinia promotora o zaawansowaniu pracy.

Dwa tygodnie przed wspomnianym wyżej terminem zaczęła się batalia o powstanie rozdziału teoretycznego, który miał się do owej opinii przyczynić. Jeśli ktoś się kiedyś zastanawiał, dlaczego niektórzy maja tytuły dłuższe od nazwisk, to już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż długość tytułu naukowego jest wprost proporcjonalna do poziomu wyłożenia na studenta.

Pisanie tego rozdziału upłynęło pod znakiem zwątpienia i bluzgania, jednak ostatecznie powstał, nawet znośny. Zadowolony z siebie wysyłam piękne 12 stron i dodaję pytanie o termin podpisania opinii. Mimo niewygodnej godziny (23 w sobotę) dostaję błyskawiczną odpowiedź mówiącą w skrócie, że postępy są zbyt małe, aby przedłużyć termin. Oj chyba nie tak się umawialiśmy. Ponownie klasyczny cytat: taka pobłażliwość wobec studentów jest niedopuszczalna! Gotowi będą pomyśleć, że my tu jesteśmy dla nich!

Dziś kuzyn z roku niżej opowiadał, że to jest chyba częsta przypadłość ludzi posiadających tytuł dr hab. nt. U nich też na początku stycznia nagle zmieniły się zasady zaliczenia, gdy wszyscy mieli już praktycznie skończone projekty.

Ostatecznie podanie zostało podpisane, nasłuchałem się moralizatorskich przemów (wie pan, ja mam 5 osób takich jak pan, proszę się pospieszyć, bo jak mi wszyscy oddadzą na ostatni dzień to nie wyrobimy) i póki co mam względny luz (nie, nie dokończę tego wersu Smarka).

Na podaniu trzeba było też wpisać powód przedłużenia i podobno wpisany przeze mnie natłok obowiązków związanych z pracą zawodową nie należy do najlepszych argumentacji. To jest temat na osobna notkę, bo różnica między pracującymi i robiącymi sobie cos na boku w czasie studiów, a tymi żyjącymi mrzonkami, że od razu po studiach dostaną wymarzoną posadę i 10 tysi na start jest dosyć niesubtelna. Kilka dni temu Kompot wypowiedział słowa, które niektórym mogą zabrzmieć mega paradoksalnie: po obronie robię rok przerwy, żeby mieć czas dla siebie na rozwój osobisty. Wtedy uświadomiłem sobie, jakie to jest wbrew pozorom prawdziwe.

Z ciekawostek jeszcze, trafiłem ostatnio na film promujący bohatera dzisiejszego wpisu. Niesamowite, ale pobił on większość bajek oglądanych w dzieciństwie, gdyż po jego obejrzeniu nawet istnienie 7 smoczych kul spełniających życzenia wydaje się możliwe. Na pytanie Kompota, które sprzęty widoczne na filmie chociażby widziałem na żywo, nie mówiąc już o wykorzystywaniu ich podczas zajęć, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że jedynie kolegę Rafała (no ofens, tylko cyborg może utrzymać 5,0 przez całe studia).

Dawno nie było takiego czystego narzekania i mam nadzieję, że za szybko nie dostanę kolejnych powodów do takich wpisów. Mimo wszystko nie mogę napisać, że zmarnowałem 4 lata, bo paru pierdół się nauczyłem, jednak zestawienie wyobrażeń i rzeczywistości wypada zdecydowanie blado.

 



1 Komentarz do “B.O.K. – „W błędnym kole””

  1. Janek napisał(a):

    Prawda. Mam identyczne przemyślenia związane ze swoimi studiami, najchętniej rzuciłbym to ale szkoda 4 lat.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *